Mniej pracy dla studentów za granicą

Leszek Kuriata, student kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, wyjeżdżał do Anglii przez kolejne dwa sezony. W ubiegłym roku w ciągu trzech miesięcy przepracował zaledwie 40 dni. – Roznosiłem CV, zapisywałem się do różnych agencji i nic. Pracy po prostu nie było. Zupełnie inaczej niż rok wcześniej. W tym roku na pewno już się nie wybieram. Marta Kantyk z wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego też jeździła w wakacje do pracy na Zachód. W tym roku ma podobne plany, chociaż wie, że może być kłopot ze znalezieniem dobrze płatnego zlecenia. – Mam kolegę w biurze pośrednictwa pracy w Holandii. Przyznał, że w tym roku ofert dla studentów jest znaczenie mniej, przede wszystkim z powodu kryzysu.

Trudniej będzie znaleźć wakacyjne zajęcie w Hiszpanii, Francji i Niemczech, gdzie przez ostatnie lata Polacy pracowali głównie przy zbiorach owoców i warzyw. Anglia i Szkocja nadal przyciągają najwięcej studentów szukających dorywczych zajęć, ale i tam nie jest lekko. – Jest tutaj bardzo dużo Polaków. W wakacje puby i restauracje otwierają ogródki, jednak minęły czasy, kiedy można było znaleźć pracę, wchodząc do lokalu wprost z ulicy. Teraz dobrze jest mieć znajomości, ważne są też referencje – mówi Piotr Mickiewicz, wrocławianin, który od kilku miesięcy pracuje w Aberdeen w Szkocji. Odkąd spadł kurs funta, bardzo popularna wśród studentów jest Norwegia, w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy przenoszą się tam nawet Polacy z Wysp Brytyjskich.

Łukasz Gołębiowski, student architektury na Politechnice Wrocławskiej, był w Norwegii przed rokiem. Pracował przy remontach domów, w tym roku też chce jechać na północ Europy. – Będziemy chodzili od domu do domu i pytali, czy ktoś chce, aby mu pomalować mieszkanie albo coś naprawić. Fajnie byłoby znaleźć pracę na całe trzy miesiące, ale mam świadomość, że będzie o to trudno.

Nie tylko kryzys ma wpływ na mniejszą liczbę propozycji pracy w wakacje. Michał Mazerant z biura pośrednictwa pracy Dromader we Wrocławiu twierdzi, że polscy studenci przegrali konkurencję z robotnikami z nowych państw Unii Europejskiej. – Bułgarzy i Rumunii mogą już bez przeszkód wyjeżdżać na Zachód do pracy. Są tańsi i mniej wymagający, a dla pracodawców to się liczy. Między innymi dlatego mamy teraz mniej ofert pracy niż rok temu.

Z wyników internetowej ankiety portalu Money.pl wynika, że do pracy na Zachód wybiera się w te wakacje niecałe 10 proc. studentów, najwięcej jedzie do Holandii i Wielkiej Brytanii. – To niedużo, zaskakująco niedużo – komentuje Andrzej Zwoliński z Money.pl. – Najwięcej ma zamiar pracować w rolnictwie, gastronomii i budownictwie. Blisko połowa zamierza spędzić za granicą miesiąc lub dwa, co trzeci zarobione pieniądze przeznaczy na bieżące wydatki

Wciąż za drogo

Bez wątpienia dla wielu kandydatów dobre chęci do podnoszenia lub zmiany swoich kwalifikacji nie wystarczą, gdyż jak wiadomo studia podyplomowe kosztują. Magdalena Ochwat, rzeczniczka Uniwersytetu Śląskiego, informuje, że koszt jednego semestru waha się od 1400 do 2000 zł, najmniej płaci się za jeden semestr studiów podyplomowych na Wydziale Teologicznym – 1200 zl. Na pozostałych wydziałach jeden semestr studiów kształtuje się różnie i wynosi średnio ok. 1700 zł. Koszt studiów podyplomowych na jednego słuchacza zależy od liczby słuchaczy, im większa liczba słuchaczy tym koszt studiów mniejszy – dodaje rzeczniczka.

Więcej informacji znajdziesz na zlecenia.

Na polskich wsiach przybywa starych kawalerów

Coraz więcej mieszkanek polskich wsi podejmuje studia i przenosi się do miast. Mężczyźni, z kolei, bardziej przywiązani do tradycyjnej pracy “na roli” nierzadko nie mogą znaleźć życiowej partnerki. Jak wynika z badania, które prowadziła prof. Janina Sawicka z Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na polskiej wsi mamy do czynienia ze zjawiskiem, które można było już obserwować w innych krajach.

- Wystarczy sobie przypomnieć organizowane jeszcze niedawno przez biura matrymonialne w Norwegii “autobusy na zabawę”, które woziły na wsie dziewczyny dla rolników. Praca na wsi jest trudniejsza, zostaje tam więcej mężczyzn, a więc i więcej starych kawalerów – mówi prof. Janina Sawicka. Jeszcze do niedawna sytuację, która najbardziej widoczna jest na wschodzie kraju, ratowały Ukrainki, które przyjeżdżały do Polski i zostawały. Ale teraz, kiedy otworzyły się granice Unii, Ukrainki po prostu nie zatrzymują się w Polsce, jadą dalej – dodaje prof. Sawicka.

Dlaczego dziewczyny nie chcą wiejskich chłopców? – Bo oni piją. Kiedy byłam niedawno w podlubelskiej wsi, z której pochodzę też spotkałam 10 chłopaków, alkoholizm to tragedia polskiej wsi – tłumaczy prof. Sawicka.

Zobacz również Zlecenia dla firm.

Hotelarze wracają z emigracji

Dlaczego wracają? – Koniunkturę w branży nakręca organizacja Euro 2012. Z tą piłkarską imprezą pracownicy hoteli wiążą olbrzymie nadzieje. Kto pierwszy wróci ten ma szansę na szybki awans – przyznaje ekspert ds. hotelarstwa Grażyna Kumor, redaktor naczelna miesięcznika “Hotel Polska”.

- W kraju powstanie kilkaset nowych hoteli, w których potrzebna będzie wykształcona i dobrze zaprawiona kadra pracownicza. I na takich hotelarzy czekają właściciele i dyrektorzy hoteli – dodaje Kumor. Radości z powrotu kolejnych Polaków nie kryje Maciej Głownia, dyrektor sprzedaży wrocławskiego Radisson SAS. – Wracają ambitni Polacy, którzy chcą robić u nas kariery. To osoby, które są na wyższym poziomie pracy. Otrzaskały się o świat, znają perfekcyjnie po kilka języków, a także kulturę i mentalność zagranicznych gości – wylicza Głownia.

W całej sieci hoteli Radisson pracuje już kilkadziesiąt osób, które mają kilkuletni zagraniczny staż. Podobnie jest w innych sieciach. Kaja Szwykowska, doradca prezesa zarządu grupy Orbis, zrzeszającej 65 hoteli, potwierdza. – Mamy już kilkadziesiąt takich osób w naszych hotelach. Wszyscy wnoszą swoje nowe zagraniczne doświadczenie do pracy u nas. Przy nich zagraniczni goście czują się jak u siebie w domu – przekonuje.

Do 2011 roku grupie Orbis przybędzie kolejnych 15 hoteli. – Dla takich pracowników ze stażem w Irlandii, Anglii czy Niemczech na pewno znajdą się dla atrakcyjne posady – przekonuje.

Wrażenia przy piwie – praca

Większość pracujących w Rosji Polaków ma po 30-40 lat. W odróżnieniu od emigrantów z Wielkiej Brytanii czy Irlandii wyjeżdżają na ściśle określony czas (najczęściej 2-3 lata). Zdecydowana większość znalazła pracę w Moskwie lub Petersburgu. Nieliczni zdecydowali się na kontrakty w Nowosybirsku i Jekaterynburgu na Syberii.

Żeby było raźniej, wielu zaczyna szukać innych nowo przybyłych rodaków. Sposoby są różne. – Pod kościołem św. Katarzyny na Newskim Prospekcie poznałam już pięciu Polaków, którzy – podobnie jak ja – są tu od niedawna – mówi Magdalena Baszak z Wrocławia, której mąż od września zakłada hipermarket w Petersburgu. Przy okazji dowiedziała się, gdzie może znaleźć dobrą szkołę dla 12-letniego syna i w których restauracjach można najczęściej spotkać Polaków.

W Moskwie w każdy pierwszy piątek miesiąca nasi spotykają się w ekskluzywnym Tinkoff Pub w centrum miasta. – Przy piwie można się wymieniać wrażeniami z pobytu w Rosji i po prostu pogadać po polsku o ofertach pracy – mówi Marcin Kiliński.

Aaa, zatrudnię za każde pieniądze

Renoma, jaką cieszymy się w Rosji, sprawiła, że Polacy nie mają problemów ze znalezieniem tu pracy – twierdzi Dariusz Cwajda, który od prawie czterech lat pracuje w moskiewskim oddziale polskiej firmy Alpha Consulting. Zdarza się nawet, że zarządy rosyjskich i zachodnich firm “podkradają” ich sobie. – Na jednym z przyjęć byłem świadkiem rozmowy dwóch biznesmenów, którzy twierdzili, że dadzą każde pieniądze, byle mieć specjalistę z Polski, bo to doda im prestiżu – mówi Adam Sochacki z Poznania, który od roku jest menedżerem w przedstawicielstwie brytyjskiej firmy logistycznej w Moskwie.

- Polaków uważa się tu za ludzi z Zachodu, czyli tej porządnej i lepiej zorganizowanej części świata – dodaje Marcin Kiliński ze Szczecina, menedżer w jednym z moskiewskich banków.

Potwierdzają to sami Rosjanie. – Bardzo szanujemy Polaków. Są ambitni, pracowici i znają się na tym, co robią. W odróżnieniu od Rosjan są uprzejmi, często się uśmiechają i świetnie się ubierają – mówi Anastasia Morozowa z centrali tego samego banku.

To uznanie przekłada się na wysokie pensje, które w przeliczeniu na złotówki sięgają kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. Pozwala to na wygodne życie, choć jego koszty są wyższe niż w Polsce o 20-30 proc.

Gwarancje zatrudnienia w Jelfie

Związki zawodowe z Jelfy dogadały się z litewską AB Sanitas, która chce kupić 47, 83 proc. akcji tej jeleniogórskiej firmy. Porozumienie otwiera drogę do transakcji

<!–0–> Oprócz skarbu państwa akcje giełdowego producenta maści i preparatów witaminowych sprzedają PZU i Agencja Rozwoju Przemysłu, która szukała inwestora. Jedynym kryterium sprzedaży była cena. Litewska AB Sanitas zaproponowała najwyższą – 87,10 zł za akcję.

W czwartek siedem związków działających w Jelfie zakończyło negocjacje z Litwinami na temat pakietu socjalnego dla załogi. Anna Mularczyk, dyrektor biura zarządu Jelfy, potwierdza: – Związki podpisały porozumienie dotyczące spraw pracowniczych i socjalnych.

Związkowcy domagali się m.in. dziesięcioletnich gwarancji zatrudnienia, świątecznej premii na Wielkanoc, święta Bożego Narodzenia, święto chemika i premii prywatyzacyjnej dla blisko 1000-osobowej załogi.

Co zdobyli? Nie chcą zdradzić. Mularczyk: – W poniedziałek szefowie związków przedstawią załodze efekty negocjacji. Dopiero później będą rozmawiać z dziennikarzami.

Również Sanitas na prośbę związków nie ujawni treści porozumienia. W polskim biurze prasowym firmy dowiedzieliśmy się tylko, że inwestor zgodził się zapewnić załodze bezpłatne korzystanie z internetu i urządzeń biurowych.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że porozumienie zawiera kilkadziesiąt punktów, a związkowcom udało się uzyskać 60 proc. tego, czego się domagali. Litewska firma zobowiązała się dać pracownikom gwarancje zatrudnienia, choć nie określiła okresu, w jakim miałyby obowiązywać.

Inwestor zobowiązał się też do wypłaty premii dla załogi. Ale nie będą to trzy premie w roku, jak chcieli związkowcy. Nasi rozmówcy nie chcą ujawnić, jakie będą zasady naliczania premii i terminy ich wypłat.

Związkowcy opiniują sprzedaż akcji Jelfy na prośbę Ministerstwa Skarbu. – Ale ich opinia nie będzie wiążąca – mówi Magdalena Nienałtowska z biura prasowego resortu.

Agencja Rozwoju Przemysłu do końca stycznia ma uzyskać zgodę akcjonariuszy na sprzedaż akcji Jelfy, na 9 lutego jest planowane podpisanie umowy z Litwinami. Roma Sarzyńska, rzeczniczka ARP: – Jeszcze negocjujemy treść umowy. Podpisanie porozumienia ze związkami daje nadzieję, że uda się dotrzymać terminów.

Praca na Wyspach: Zatrudniają i będą nas zatrudniać

– Prawie 100 tys. Polaków podjęło pracę w Wielkiej Brytanii od chwili wejścia Polski do Unii – poinformowała w ub. tygodniu Ambasada Brytyjska w Warszawie

<!–1–> Według najnowszych danych Programu Rejestracji Pracowników (WRS) opublikowanych przez brytyjskie MSW od maja 2004 r. do końca marca 2005 r. zarejestrowano 176 tys. osób z nowej Unii, w tym 98 tys. Polaków. Większość – ok. 82 proc. – jest w wieku 18-34 lat.

- Szacujemy, że od maja 2004 r. do marca 2005 r. zarejestrowani pracownicy wnieśli do brytyjskiej gospodarki około 500 mln funtów – twierdzi brytyjski minister imigracji Tony McNulty. – Pracownicy z nowych państw członkowskich stanowią niewiele ponad 0,4 proc. całości populacji w wieku produkcyjnym i nie ma dowodów na to, że wywierają oni znaczący wpływ na zatrudnienie, bezrobocie czy wynagrodzenia – dodaje.

Według ambasady “również liczne grupy pracowników w Wielkiej Brytanii donoszą o korzyściach wynikających z dopuszczenia nowych państw członkowskich do brytyjskiego rynku pracy”.

- Ważne jest, by uświadomić sobie praktyczne korzyści, jakie rozszerzenie Unii przyniosło brytyjskiemu rynkowi pracy i biznesowi. Rekrutacja odgrywa coraz większą rolę, pomagając przy dopasowywaniu osób z nowych państw członkowskich UE poszukujących zatrudnienia (…) z możliwościami zatrudnienia, które istnieją we wszystkich sektorach gospodarki – uważa Gareth Osborne, dyrektor zarządzający Konfederacji Rekrutacji i Zatrudnienia.